BitBay - historia, wpis w listę KNF - rozmowa z Sylwestrem Suszkiem

"Jak chcą nas wyrzucić z kraju, to ich sprawa". Twórca BitBaya o kulisach walki KNF z giełdą kryptowalut [WYWIAD]

- Mówiłem sobie: dobra, jak pragną nas wyrzucić z państwie, to niech wyrzucają. To ich sprawa. Na Malcie, jak usłyszeli o grono obrotach, od razu pragnęli rozmawiać - mówi w rozmowie z BI Polska Sylwester Suszek, założyciel i szef rady nadzorczej giełdy kryptowalut BitBay, wpisanej po kwietniu 2018 roku w listę ostrzeżeń publicznych KNF. W szczerej rozmowie Suszek opowiedział nam, jak BitBay otarł się o upadek, jak wściekli klienci potrzebowali swoich pieniędzy, a banki sugerowały spółce, by wypłacała miliony euro w gotówce w okienku placówki.

Historia BitBaya przypomina nieco film sensacyjny. Najpierw kilkunastu 30-latków tworzy firmę, która to po kilku latach zyskuje miliony w nowej, odrobinę dzikiej branży kryptowalut. Gwałtownie po tym, jak na temat kryptowalutach - szczególnie bitcoinie i jego cenowym rajdzie - piszą wszystkie media, Komisja Nadzoru Finansowego wpisuje BitBay na listę ostrzeżeń publicznych i oskarża firmę o wykonywanie działalności bankowej bez zezwolenia. Kilka miesięcy później BitBay jest w tej chwili spółką na Malcie. W międzyczasie zaś jej założyciela KNF zaprasza... do rozmów o regulacjach branży.

- Do tego Unia europejska Europejska zaprosiła nas i Coinbase na konsultacje. Zaś w tym samym okresie byliśmy wpisani w Naszym narodzie na listę ostrzeżeń. Dyrdymały. Uwierz, w samej Belgii mieliśmy kupę śmiechu z tego tematu - mówi Suszek i odsłania kulisy sytuacji z KNF a także wyprowadzenia spółki na Maltę.

Michał Wąsowski, Business Insider Polska: KNF wpisał was na listę ostrzeżeń publicznych. Wyglądaliście na zaskoczonych. Ale prawo przecież funkcjonuje nie od dzisiaj a mianowicie analizowaliście, otwierając BitBaya, czy powinniście mieć zezwolenie na działalność bankową?

Sylwester Suszek, były prezes i kierownik rady nadzorczej BitBay: Oczywiście, sięgaliśmy po poglądy prawników, pytaliśmy, jakim sposobem powinna być prowadzona taka działalność. Wiadomo - otwieraliśmy interes, w którym istniało niebezpieczeństwo regulacyjne, ale współpracowaliśmy spośród renomowanymi kancelariami prawniczymi. Jakie możliwości, jak widać, nie zagwarantowało braku problemów. A na poważnie, powiem tak: biznes giełdy kryptowalut istniał w tej chwili 4 lata wcześniej poprzednio ostrzeżeniem KNF, był wątpliwy, funkcjonował, cały czas sporządzał to samo. Najwyżej dodawaliśmy tylko nowe kryptowaluty i produkty, ale za każdym razem przy nowym plonie, typu obsługa bankomatów lub kart, nie robiliśmy tego sami, tylko przy kompletnej współpracy z instytucjami, które są pod nadzorem KNF-u. Wiedzieliśmy, że w tak zaawansowanej sytuacji, przy dużych sprawach, gdy ktoś przyjmuje gotówkę itd., możemy podlegać licznym regulacjom, m. in. prawu dotyczącemu AML (Anti Money Laundering - prawo przeciw praniu brudnych pieniędzy a mianowicie przyp. red. ). Dlatego zawsze staraliśmy się wdrażać nowe rozwiązania, zanim wciąż przepisy prawne od nas tego wymagały.

Kluczowa sytuacja, o której mówiłem na przesłuchaniu to, iż jedna z kancelarii zwróciła nam dla przykładu uwagę dzięki kwestię GIODO - jak i również wszystkie niezbędne dokumenty złożyliśmy najszybciej, jak się wyłącznie dało. To nie było tak, że sobie założyliśmy firmę i nie zważając na prawo, powiedzieliśmy: “dobra, robimy biznes”. Nie. I żadna kancelaria, gdy tłumaczyliśmy im swój biznes, nie uznawała nas za kompanię bankową czy finansową. Nie zaakceptować widzieli więc możliwości łamania tego prawa. Z mojej perspektywy zarzut, który to został postawiony wobec BitBaya, czyli prowadzenie działalności kretytowej bez zezwolenia, mógłby pozostawać postawiony także na model Tauronowi. Przecież Tauron przetwarza wpłaty klientów tak jak my. Ale czy wówczas czyni z niego instytucję płatniczą? No nie. Mamy więc taką samą sytuację.

I wy nie jesteś i nie byliście przy żaden sposób instytucją płatniczą? Ktoś mógłby wskazać, iż przecież przyjmowaliście pieniądze kontrahentów.

Z punktu widzenia własnego systemu to wyglądało tak: klient wprowadza środki do odwiedzenia licencjonowanego banku, my otrzymujemy z banku plik, który to wgrywamy do systemu a mianowicie i tak to tłumaczyłem panu prokuratorowi podczas przesłuchania - i ten plik jest konwertowany w naszym systemie. Czyli waluta a mianowicie np. 100 złotych - wprowadzana jest do banku, potem bank wysyła mnie plik, który u nas po systemie zamienia jeden do odwiedzenia jednego jakąś jednostkę ceny, która nie jest już pieniądzem, na inną jednostkę wartości. Ale my od banku nie otrzymujemy pieniędzy, tylko plik.

Dalej: mamy obowiązek na każde żądanie klienta dokonać wypłaty jego środków, ponieważ odbiorca ma wierzytelność wobec nas. Wtedy my spłacamy polską wierzytelność wobec klienta, jakie możliwości technicznie w uproszczeniu prezentuje się tak - dzieje się to samo, co uprzednio: klient zleca, że pragnie wypłacić 100 jednostek zalety, my je zamieniamy po systemie, wrzucamy do pakietu, wysyłamy plik do banku, a bank wypłaca finanse. Z mojego punktu widzenia zarzut KNF był zatem bezzasadny.

Szkodliwy gwoli biznesu?

Na pewno doprowadził do obniżenia liczby umowy i zysków spółki, w szczególności w przypadku transakcji dzięki euro i dolarach, bowiem wypowiedziano nam wszystkie weksle euro/dolar. Na szczęście odrzucić doszło do całkowitego spadku wartości firmy. Na skutek wypowiedzenia rachunków musieliśmy o wiele przyspieszyć decyzję o przejściu na Maltę, inaczej przedsiębiorstwo by upadła, a jej wartość z miliarda po kilka dni spadłaby do zera. Dopiero od przeniesienia spółki znowu mamy rachunki euro/dolar.

Na fart udało nam się wtedy utrzymać rachunki na złotym, bo bank spółdzielczy, z którym współpracowaliśmy, utrzymywał je tak długo, jak się dało. Ale wymówienie rachunków euro/dolar dla grono klientów oznaczało nerwy jak i również problemy przy wypłacie zasobów. Jeden z naszych klientów, Francuz, był wściekły, bo nie mogliśmy mu wypłacić 10 tysięcy euro a mianowicie i jak obsługa konsumenta miała mu wyjaśnić, hdy to nie nasza wina, tylko decyzji Polish government”? Nikt się nie zaakceptować zastanawia nad konsekwencjami również finansowymi, jak i fachowymi pewnych urzędniczych decyzji, natomiast KNF w ogóle na temat tym nie myśli, dla urzędnika to jest któraś abstrakcja, że straciliśmy poprzez to 10 milionów €. Jak miałbym analizować, to są to pieniądze owego rzędu. Banki nie chciały współpracować, mówiły nam, żebyśmy wypłacali pieniądze w gotówce. Bardzo zabawne ze witryny banku kazać swojemu byłemu klientowi wypłacić kilka mln euro czy dolarów w gotówce w okienku! Ale zrobiliśmy to, mamy poniekąd udokumentowane, że bank wypłacił nam w gotówce olbrzymie kwoty - to nonsens, w XXI wieku.

Tę gotówkę od instytucji finansowej dostaliście w czym - w workach? Mowa przecież o milionach złotych.

Dla mnie to było pełne kuriozum. Dostaliśmy przez to naprawdę po d***e, bo przez miesiące nie mieliśmy obsługi kont euro/dolar. Dla spółki oznaczało to szkody, ale nie mogliśmy szarpnąć za to nikogo do odpowiedzialności. A przecież mówimy tutaj przede wszystkim na temat pieniądzach, które zabezpieczają wierzytelności naszym klientom – innymi słowy KNF, działając w opinia bezpieczeństwa klientów i katalogów finansów, przez pewien okres prawie zablokował możliwość spłat naszych wierzytelności wobec tych propozycji. Dzięki wyrozumiałości klientów i naszym zabiegom udało się nam przetrwać.

Na liście ostrzeżeń KNF umieszczono tylko was i Abucoin. Wiesz dlaczego akurat wy i oni? Spółek z branży krypto, którym wolno by coś zarzucić, nie zaakceptować brakowało.

Abucoin robiło ogromny marketing, my byliśmy najwięksi, jeśli chodzi o obrót - w szczytowych w grudniu momentach mieliśmy dziennie 1, pięć miliarda złotych obrotu. GPW nawet nie widziała tego rodzaju wyników. Ale też dodam, że większość firm dzięki tym rynku to spółki zagraniczne, an uderzenie po firmę zagraniczną nie egzystowałoby sensowne. Na liście ostrzeżeń oczywiście są firmy spoza Polski, ale uderzenie miało być skierowane w krajowe przedsiębiorstwo.

Twoim w mniemaniu wpisanie was i Abucoin na listę ostrzeżeń wówczas miał być swoisty bat na środowisko?

Tak, można tak powiedzieć. Chcieli udźwignąć filozofię, którą od niedawna zresztą szybko zmieniają, że ostrzegają przed kryptowalutami. Pamiętasz pewnie ten śmieszny filmik na YouTube, który pokazuje człowieka kupującego corvettę i ciuchy Gucci, a następnie bankrutującego. Akcja była idiotyczna i nic to nie zaakceptować dało, więc trzeba było uderzyć jeszcze mocniej a mianowicie i fakt, uderzenie po nas przyniosło pewne skutki, bo jak wspominałem, wypowiedziano nam rachunki euro/dolar.

Jesteście więc w momencie, podczas gdy KNF wpisał was na listę ostrzeżeń bez jakiegokolwiek - nomen omen a mianowicie ostrzeżenia, banki wypowiedziały rachunki, a potem… KNF zaprosiła was do negocjacji o regulacjach?

Tak. Do tego Unia Europejska zaprosiła nas i Coinbase na konsultacje. Natomiast w tym samym okresie byliśmy wpisani w Polsce na listę ostrzeżeń. Absurd. Uwierz, w samej Belgii mieliśmy kupę śmiechu z tego tematu. Ale z drugiej strony daje wówczas do myślenia. Jak wówczas jest, że w Naszym narodzie KNF wpisuje nas w listę ostrzeżeń, an oficjalne międzynarodowe instytucje uznają nas za wiarygodnych partnerów?

Jak ty się wówczas czułeś? Robisz biznes, jak na przykład twierdzisz wszystko w dobrej wierze, KNF wpisuje was na listę ostrzeżeń, a potem zaprasza do negocjacji.

Jesteśmy wciąż trudnym krajem do prowadzenia biznesu. Osobiście napisałem list do przedstawienie premierowe Morawieckiego, by zrozumiał, jakie możliwości się dzieje, ale nie zaakceptować zareagował. Na szczęście według wszystkich artykułach itd. rzeczywistość ruszył za nami. Lecz wiele było nerwów, natomiast gdy wpisali nas na listę ostrzeżeń, w jakimś momencie łzy mi stanęły w oczach. Gdyby nadal było tak, że alarmują, dzwonią, piszą, cokolwiek, wysyłają wezwanie albo wszczynają postępowaniem, przesłuchanie… a nie od razu publicznie na listę ostrzeżeń.

Dla moją osobę to było niezrozumiałe, ponieważ cały czas otwarcie działaliśmy i byliśmy transparentni a mianowicie jako pierwsi w Naszym narodzie zajmowaliśmy się kwestiami AML na rynku krypto, KYC, szkoliliśmy z tych pytań Centralne Biuro Śledcze czy policję. Ja sam wykładałem w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie, znają moją osobę w Komendzie Głównej w Warszawie. I zawsze prowadziłem firmę tak, by osoby widzieli, o co chodzi w naszym biznesie, hdy jednym z naszych priorytetów wydaje się być dbałość o bezpieczeństwo. Na rzecz niektórych klientów to bywało uciążliwe, ale za wówczas BitBay nigdy nie pozostał skutecznie zhakowany.

Mieliśmy też całą akcję edukacyjną z Allegro - jak i również akurat wspominam o tym, bo mój pierwszy interes opierał się na Allegro. Wtedy, na tamtym branży, też nie było kontroli i pojawiały się kłopoty - podatki, reklamacje, teksty, oszustwa. Problemy na rynku e-commerce nadal są, ale mniejsze, Allegro jest adekwatne do 3 miliardy złotych, zaś problemy na początku dysponowali podobne do naszych, jedynie szybko weszły w tych propozycji fundusze inwestycyjne. Być ma możliwość nasze losy potoczyłyby się inaczej, gdybyśmy weszli po partnerstwo z jakimś funduszem. Myślę, że inaczej KNF postrzegała by instytucję z dużym inwestorem, znanym, niż naszą spółkę założoną za pośrednictwem kilku 30-paroletnich chłopaków, jacy w swoim mniemaniu wykonują “drugiego Facebooka”, a przy mniemaniu władz uprawiają czarną magię.

Foto: bitbay. net/pl/o-nas Sylwester Suszek od momentu początku osobiście był twarzą BitBaya - tu w serwisie www giełdy

A jakim sposobem wspominasz współpracę z organami ścigania przy postępowaniu po waszej sprawie?

Moje przesłuchanie przed prokuraturą trwało więcej niż jeden dni i chyba stało kluczowe…

Tak długo ciebie "maglowali"?

To chyba w wyższym stopniu ja maglowałem prokuratora, zaś nie on mnie…

Jak to?

Może dlatego, hdy miałem większą wiedzę techniczną na ten temat jak i również chyba trzeba to klarownie powiedzieć. A pan prokurator po prostu dostał prikaz odgórnie, że ma poprowadzić sprawę dotyczącą działalności finansowej bez zezwolenia w branży, którą niewiele osób wydaje się w stanie w posiada zrozumieć. W pewnym momencie KNF zaczął nagle zaprzątać się sprawami rynku kryptowalut. A my działaliśmy od czasu czterech lat, mogliśmy kooperować z komisją, doprowadzić służące do dialogu, niestety ta ochota rozmowy była i wydaje się tylko jednostronna. Może udałoby się to zrobić zanim falą popularności kryptowalut a mianowicie szczególnie że ja także na swoich wykładach lub wystąpieniach ostrzegam przed zbytem krypto! Każdemu powtarzam, hdy krypto to ogromne zagrożenie wzrostów i spadków. Może gdybyśmy współpracowali nad tymże z KNF, to i ich ostrzeżenia przyniosłyby wartościowszy skutek.

Z innej strony, ja powiedziałem KNF i prokuratorowi, żeby może wprowadzili mi komisariusza aż do spółki i że fast za niego zapłacimy. Niech siedzi w firmie i kontroluje papierek po papierku. Czemu nie dało się tak rozwiązać problemu? Mnie można było zdegradować wraz ze stanowiska prezesa i wprowadzić zarząd komisaryczny, by sprawdził, jak to całokształt jest prowadzone. Mnie taki zarząd by nie zaakceptować przeszkadzał, wręcz byłbym usatysfakcjonowany, bo miałbym z kim rozmawiać i komu ujawniać, że chcemy normalnie działać. Trzeba było od razu rzucać prokuraturę, która nie ma na temat pojęcia, na sprawę jednego fintechu i jednego Sylwestra Suszka? Spółka była wyceniana na miliard złotych, zanim została wprowadzona na listę KNF. Ale na koniec 2017 roku mieliśmy 50 milionów zysków, i to już na wpisach KNF i naszym wszystkim… I na wystarczy powiedziałem sobie: dobra, jak chcą nas wyrzucić z kraju, to niech wyrzucają. To ich sprawa. Dzięki Malcie, jak usłyszeli na temat naszych obrotach, od razu chcieli rozmawiać.

Zobacz także: Polka założy pierwszą na świecie giełdę opartą o blockchain. Na Malcie

Po wyniesieniu na Maltę, co ze spółką w Polsce?

Polska spółka rozwiązała umowy o pracę ze wszelkimi pracownikami w Polsce, odrzucić wypłaca żadnych wynagrodzeń, zostałem w niej tylko ja jako zarząd. I zostanę do samego końca, aż postawię spółkę w stan likwidacji. Absolutnie żadnej upadłości, upadłość ogłasza się wówczas, kiedy firma jest niewypłacalna, a my byliśmy jak i również jesteśmy wypłacalni. Aby mi nikt nigdy odrzucić mógł zarzucić, że trochę w biznesie było albo jest nie tak. Lecz zaczekam oczywiście z tymże na koniec postępowania, choć moi mecenasi twierdzą, że może się to przedłużyć w celu kilkunastu lat.

Toczy się postępowanie z pewnymi instytucjami, nie będę mówić jakimi, niech się toczy - ja jestem zawsze do dyspozycji, by służyć na pytania czy uwidoczniać dokumenty, bo nie posiadam nic do ukrycia. Nigdy nie mieliśmy problemów ze środkami dla naszych kontrahentów, wypłatami, nigdy nie obracaliśmy tymi pieniędzmi - chociażby gdy namawiano nas do tworzenia lokat, na których mógłbym jeszcze zarabiać, jednak odmówiłem, bo bezpieczeństwo finansowe klientów było i wydaje się być dla mnie najważniejsze. I myślę, że obojętnie, jaka agencja czy organ by się tym dzisiaj nie zajmował, to widzi tą naszą transparentność.

A twoja ewentualna odpowiedzialność karna?

Powiem tak: w polsce całokształt jest możliwe… ale wierzę w zdrowy rozsądek prokuratorów i w to, iż wszystko pójdzie dobrze.

Rozważacie powrót ze spółką do Polski?

Nikt dzisiaj nad tym nie rozmyśla. Cała sytuacja kosztowała nas dużo nerwów, ale i wiele pieniędzy. Nie komunikuję, że nie, ale to trochę zbyt gorąca kwestia, żeby o tym w tej chwili rozmawiać. Niby jesteśmy w tej liście ostrzeżeń, niby zaproszeni do rozmów, ale niektórzy już mówią, że skoro wyprowadziliśmy się dzięki Maltę, to po jakie możliwości z nami rozmawiać w Polsce. A wtedy w naszym spotkaniu z KNF rozmowa była bardzo burzliwa, głównie prowadzona przeze mi, a dzisiaj jak obecnie nas nie ma, to jakoś wszystko ucichło.

Jak teraz, trochę po opadnięciu kurzu, oceniasz postawę polskiego regulatora - jak i również perspektywy dla branży krypto?

Powiem tak - pan przewodniczący KNF powiedział, hdy w 11 miesięcy wyda na ten temat meldunek. A UE zapowiedziała, iż w 2018 roku sprawa musi być zamknięty. No to jeśli przewodniczący KNF mówi, że 11 miesięcy, innymi słowy, że czeka, aż Unia wyda dyrektywę, do której będzie trzeba dostosować polskie prawo.

Zobacz też: KNF ostrzega giełdy kryptowalut. Od 13 lipca zostaną na nie zaakceptować nałożone dodatkowe obowiązki

W tym czasie inne państwa - Niemcy, Szwajcaria, Malta, z tą ostatnią na czele - tworzą prywatne regulacje i zachęcają spółki do przenoszenia tam funkcjonowania. Mówimy o miliardach zł podatków, miejscach pracy...

Na Malcie złożyliśmy CIT 0, a w Polsce byliśmy uważani za korporację spośród 19 proc. stawką CIT. Skala podatków w Polsce jest niemała, ale płaciliśmy wszystko zgodnie z uprawnieniem. Tylko pytanie - lub usłyszałeś w fintechach, iż podatki są zbyt wysokie? Nie, bo trzeba wynagradzać, ludzie nie uciekają wraz ze względu na podatki.

Dla nas podatki to nie był problem a mianowicie po prostu nie pragnęli nas w Polsce, to teraz zapłacimy zero dzięki Malcie i nie narzekamy. A na koniec lipca dostaniemy już pełną dokumentację, co zrobić, by dostać licencję bankową. Musimy wspominać, że to nowy rynek i musi stać się regulowany, a mnie akurat regulacje są na rękę, bo chcę klientów instytucjonalnych, z dużymi pieniędzmi. Analogiczną wizję co my dzierży kilku graczy - jak i również niech zostanie tych kilku graczy obsługujących rynek fiat/krypto, bo potem mimo wszystko przejmą to banki za duże pieniądze, moim zdaniem.

Zobacz też: Szwajcarska giełda otwiera regulowaną platformę wymiany kryptowalut

Dzisiaj obliczana wartość BitBaya to obły miliard?

Jak wspomniałem wcześniej, wycena firmy była bliska miliarda, zanim znaleźliśmy się na liście KNF. Zyski miesięczne wynoszą od 3 do 5 milionów po euro, a przecież dużej liczby klientów odeszło, bo nie mogli wypłacać pieniędzy, handlować, więc trudno ocenić, jaka byłaby ta wartość, gdyby nie sytuacja z KNF.

Obecnie już odrzucić jesteś prezesem BitBaya, jednak pozostajesz w firmie w charakterze szef rady nadzorczej. Wątpliwość - jakie są następne ruchy w karierze Sylwestra Suszka? Zostajesz rentierem?

Może zostanę rentierem? Faktycznie według przejściu na Maltę zatrudniliśmy nowego, lepszego menedżera ode mnie, bo ja także mam pewien kres możliwości, a doświadczenia mam przede wszystkim ze start-upów. Już jedynie pomagam BitBayowi, rozwój przedsiębiorstwa jako taki zostawiam doświadczonym menedżerom, takim jak nowy prezes Paweł Sobków, istota ludzka z dorobkiem w zarządzaniu dużymi organizacjami. Oczywiście, czasem się denerwuję, że coś zrobiłbym szybciej niż oni, ale Paweł pilnuje wszystkich dokumentów, procedur, całokształt musi się zgadzać w słupkach… a ja jak prowadziłem biznes, to podejmowaliśmy decyzje w stylu start-upowym, czyli: “dobra, robimy”.

Co do dalszej promocji - wypuszczam firmę dzięki rynek globalny, z przeszło 800 tysiącami klientów, natomiast do tego inwestuję po inne start-upy. Jeden wraz z nich to moja firma modowa, Gaberon, która moją osobę zresztą ubiera. Dopiero wystartowała, niedługo otwieramy pierwszy butik w Katowicach. Mam również start-upy związane z specjalnością blockchainową i np. AML. Trochę zajmuję się deweloperką, można już usłyszeć o Suszek Tower, mam kwestii w Hiszpanii i Francji. W BitBayu cały okres zaś będę w radzie nadzorczej, pomagać w ekspansji, między innymi na Indie, gdzie możemy zwiększyć obrót dziesięciokrotnie. Na pewno odrzucić będzie tak, że zakańczam karierę i idę odprężać się.

  • Sylwester Suszek - przedsiębiorca, założyciel giełdy kryptowalut BitBay, jej wieloletni CEO. Niedawno odstąpił to stanowisko bardziej doświadczonemu manedżerowi, sam pozostał w korporacji jako szef rady nadzorczej i jej współwłaściciel. BitBay był jego kolejną firmą. Wcześniej pracował m. in. jako dyrektor firmy pożyczkowej Multimoney oraz dyrektor marketingu w spółce Doradcy24.

Bezpieczeństwo danych firmowych? Jesteśmy znawcami, ale nie dbamy o nie