Czy car sharing opłaca się bardziej niż kupno samochodu?

Czy przestaniemy kupować samochody? Kiedy opłaca się car sharing

- Ekonomia współdzielenia to metoda, za sprawą której nie utopimy się w chęci posiadania. Dlaczego? Bo można korzystać ze wszystkiego, nie będąc tegoż właścicielem - mówił w trakcie VIII Kongresu Regionów we Wrocławiu Łukasz Puchalski, wódz Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. - W Goeteborgu przekonałem się, że nie trzeba mieć wiertarki, aby przeprowadzić mały remont. Podobne myślenie trzeba zacząć mieć o samochodach - dodał.

Podczas jednej z sesji plenarnych na Kongresie Regionów przedstawiciele biznesu i samorządów dyskutowali o tym, jak zmieni się nasz strategia korzystania z samochodów w przyszłości. Czy posiadanie samochodu ustąpi miejsca przejazdom współdzielonym i krótkoterminowemu wynajmowi.

Zobacz też: Wszystko, co warto wiedzieć o elektrycznym samochodzie przyszłości "made in Poland"

Paneliści byli zgodni, hdy ekonomia współdzielenia nie wydaje się być niczym nowym. - W końcu już od lat, jadąc do Chorwacji na urlop, wynajmowaliśmy prywatne kwatery. Technologia usankcjonowała i ułatwiła obecnie istniejące usługi - zwrócił uwagę Mateusz Litewski, dyrektor ds. usług publicznych Ubera w Europie Środkowo-Wschodniej.

Korzystanie zamiast posiadania

Zdaniem panelistów po ten sposób myśli aczkolwiek niewielu Polaków. - Lepiej kupuj przeżycia niż przedmioty. Sam mieszkam w nie swoim mieszkaniu, gdy większość naszych obywateli wiąże się 30-letnimi kredytami, by mieć mienie nieruchome na własność. Podobnie w przypadku samochodów, decydują się na kolejne zobowiązania, byle mieć prestiż, którego auto wciąż jest symbolem a mianowicie dodał Maciej Panek, okaziciel firmy wynajmującej samochody. - Mamy przykłady, że klienci wynajmują drogie auta w wesele, po czym oddają je z oderwanymi nalepkami, by nikt nie zorientował się, że to pożyczone.

Zalety korzystania z przewozów cudzym samochodem podkreślał przedstawiciel Ubera. - Na tylnym fotelu mamy poboczne pół godziny na robotę, e-maile, telefony. Możemy pójść nieco wcześniej z pracy albo po prostu patrzeć przez szybę na miasteczko. Stosunkowo niedawno usługi szoferskie zostały zarezerwowane dla najbogatszych, prezesów firm. Dziś są w zasięgu kieszeni każdego. Wówczas nie jest narzucony kierunek, ale odpowiedź na możliwe potrzeby w miastach - dodał Litewski.

Dla kogo nie jest Uber?

Czy zatem można się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości przestaniemy kupować wozy, a zaczniemy korzystać z aut wynajmowanych i car sharingu? - Dla owego, kto korzysta z auta wszelkiego dnia, pokonuje nim kilkadziesiąt kilometrów dziennie, ani Uber, ani wynajem auta nie jest rozwiązaniem. Jest jednakże całe grono osób więcej elastycznych. W sezonie do odwiedzenia i z pracy dojeżdżam 12 km rowerem. W wakacje, gdy Warszawa pustoszeje, wsiadam do samochodu. We wrześniu znów przesiadam się na rower; raz w swój, raz na metropolitarny - zwrócił uwagę Puchalski.

Prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek, jest podobnego przeświadczenia. - Nie mówimy na temat zastąpieniu jednego świata innym, raczej o ofercie dodatkowej. W Europie Zachodniej carsharing nie wydaje się być formą zastępującą społeczny transport, ale uzupełniającą jego. Część Polaków zawsze będzie chciała posiadać swój pojazd i nic tego odrzucić zmieni - dodał.

Zobacz też: Apple przy końcu potwierdził, że manipuluje nad technologią autonomicznej jazdy

Litewski podkreśla, że poniższa opinia pokrywa się spośród obserwacjami Ubera w Londynie. - Znaczna część kursów porannych kończy się przy systemów metra. Transport publiczny nigdy nie dowiezie spod drzwiczki do drzwi. Istnieje duże pole do uzupełniania się, a nie konkurowania a mianowicie stwierdził.

Panek podkreślił, że szacunkowo jeden auto car sharingowy zastępuje dziesięciu indywidualnych aut. - Tu nie ma przelicznika pewien do jednego, bo przy ciągu dnia jeździ przedtem większa liczba osób. Prywatnym samochodem jedziemy rano do odwiedzenia pracy i stoi u dołu nią 8-10 godzin. Zajęciem auta carsharingowego nie wydaje się stać i marnować obszar, ono ma jeździć a mianowicie dodał.

Zobacz też: "Mniej samochodów w miastach wyjdzie na dobre każdemu, zwłaszcza kierowcom"

Łukasz Puchalski twierdzi, że o modyfikacji sposobu używania samochodów rozstrzyga zmieniająca się rzeczywistość. a mianowicie Ostatni raz we Wrocławiu byłem 7 lat nim, podróż z Warszawy pociągiem porządna 7 godzin. Gdy do Londynu samolotem można było dostać się w dwie godziny. W tamtych realiach niemożliwe było pojechać na jeden dzień do Wrocławia, funkcjonowanie bez samochodu na prostu wydawało się nieralne - stwierdził.

Zdaniem szefa ZDM, 50 proc. warszawiaków porusza się dzięki co dzień komunikacją komunalną, a 30 proc. samochodami. - Ale to poprzez "przestrzeniożerność" samochodów mamy uczucie, że jest ich większą ilość - dodał.

Ceny cukru są niskie. Procesem jest wzrost zapasów